Matka Miłosierdzia

W miesiącu zmarłych żałobne requiem przerywa święto miłosiernej Matki, Najświętszej Maryi Panny Miłosiernej Ostrobramskiej (16 listopada).

Znamy ten obraz: głowa lekko pochylona, wzrok smętny, zasnuty łzami, uśmiech pełen słodyczy, ręce złożone na piersi wyrażają skupienie i zamodlenie. Ktokolwiek wpatrzy się w ten obraz, usłyszy w głębi duszy Jej głos: Pan Mnie posiadł na początku dróg swoich… kochanie moje być z synami człowieczymi. Bło­gosławiony, który mnie słucha i czuwa u drzwi moich na każdy dzień… Kto mnie znajdzie, znajdzie żywot. Tak mówi Matka Miłosierdzia, nie pamiętająca naszych win.

Miłosierdzie Matki Chrystusowej jest odbiciem miłosierdzia Bożego, Tchnieniem jest mocy Bożej, czys­tym wypływem jasności Boga… obrazem bez zmazy Bo­żego Majestatu, wyobrażeniem Jego (Mdr 8, 2-6). Miło­sierdzie Boga, ten Jego najwyższy przymiot w stosunku do ludzi, występuje w zetknięciu z biedą, niedostatkiem, niemocą stworzenia. Ponieważ największym niedostat­kiem jest brak bytu, dlatego stworzenie świata i człowieka jest dziełem miłosierdzia. Jeszcze wyraziściej wy­stępuje to dzieło miłosierdzia w Odkupieniu, w zetknię­ciu z naszymi grzechami. My zanadto materializujemy tę cnotę, ograniczając ją do potrzeb ciała, choć w kate­chizmie uczyliśmy się o uczynkach miłosierdzia wzglę­dem duszy.

Cudowne jest miłosierdzie Boże szukające grzesz­nika. Jak ono zabiega, jak prześladuje, jak walczy o du­szę! I to, że Pan Bóg w tym dziele miłosierdzia chce naszej pomocy! Może i bez nas Swoje przeprowadzić, ale pragnie przy tym podnieść naszą godność, dać nam pole do zasług.

Najwierniejszą Jego współpracowniczką jest Ma­ryja. Najlepiej zna Ona tajniki Serca Bożego; najlepiej zna ohydę grzechu: widziała, ile on kosztował Jej Syna, przecierpiała, jak nikt, Mękę Chrystusową i tą Męką zdobyła sobie godność Matki Miłosierdzia. To, że została naszą Matką, jest darem miłosierdzia Boga, bo mamy w Niej ratunek w straconych już, jak się wydaje, sytuacjach. Nie słyszano od wieków, aby, kto się udaje pod Jej opiekę, opuszczony został.

Znamy przykład z życia Świętej Gemmy, kiedy ta dziewczynka prosiła Pana Jezusa o nawrócenie pewne­go wielkiego grzesznika. Popadła w ekstazę, ale roz­mawiała z Panem Jezusem głośno, stąd słyszano jej modlitwę. Pan Jezus zdawał się być nieubłagany; wystąpił z całą surowością Sędziego. Gemma jednak nie zraziła się. Dobrze – odpowiedziała – pójdę do Twojej Matki, czy potrafisz Jej odmówić? I zaczęła błagać Mat­kę Miłosierdzia o ratunek dla grzesznika. Maryja wzru­szona prosi Syna, Jezus swej Matce odmówić nie może, Gemma wygrywa, grzesznik się nawraca, miłosierdzie zwycięża.

Rodzina ma za zadanie wychować dzieci w duchu miłosierdzia, takie zaś hasło wymaga wielkiej ufności w duszy wychowawcy – ufności w siłę miłosierdzia. Wykreślić więc trzeba ze słownika rodzinnego i towa­rzyskiego wszelkiego rodzaju narzekania, zniechęcanie się, wycieczki przeciw dobroci Bożej, wątpienie w tę dobroć i pamięć o nas. Z tej ufności wypłynie wielka cierpliwość i pogoda w znoszeniu cierpień i przeciwno­ści, przyjmowanie ich jako pokuty, ekspiacji za swoje i cudze winy, jako zaszczytne uczestniczenie w dziele odkupienia Chrystusa Pana. Strzec się trzeba grzechów rozpaczy, zniechęcenia w służbie Bożej, bo one godzą w miłosierdzie Boże i bolą Serce naszej Matki. Prośmy Ją o ducha wiary, która nam ukaże cudowne drogi Opatrzności.

Nie można jednak nadużywać ufności, zuchwale grzesząc i dlatego, że Bóg jest dobry, odkładając po­prawę, nawrócenie i pokutę na później. Taka lekko­myślność względem grzechów powszednich dowodzi, że nie kochamy Boga z całego serca, z całej duszy; że nie mamy daru bojaźni synowskiej, która nie zasmuca Ojca; że jest nam obojętna sprawa naszego uświęcenia. A jak często rodzice przez swą grzeszną pobłażliwość, niekonsekwencję, niedopatrzenie, uczą takiej lekkomyśl­ności! Za mało jest u nas czci względem rodziców i stąd płynie zanik czci wobec Boga, a nasz stosunek do Nie­go staje się czasem zbyt cukierkowy.

Jednym z objawów właściwej czci będzie należyta postawa w czasie modlitwy, modlitwa wspólna w ro­dzinie, modlitwa do Miłosierdzia Bożego, błaganie o miłosierdzie dla siebie, kraju, Kościoła, świata.

 

Innym obowiązkiem jest takie postępowanie rodziców, żeby dzieci mogły z niego wnioskować o miło­sierdziu Bożym. I tu mistrzynią jest nam Maryja. Popatrzmy na Nią w Kanie Galilejskiej. Nie uszło { Jej uwagi zakłopotanie gospodarza z powodu braku wina, choć wydaje się, że to taki błahy powód. Maryja | jest miłosierna, a dla miłosiernego serca nie ma rzeczy ^ zbyt małej na okazanie miłości, nie ma smutku zbyt drobnego, żeby chcieć go pocieszyć. I uprasza u Syna cud. Czy to nie przykład, jak w życiu rodzinnym trzeba mieć szeroko oczy otwarte na smutki bliskich nam osób, na ich potrzeby i upodobania? Rodzice czasem nie mają miłosierdzia dla dzieci. Matka, która zabija , dziecko w swoim łonie; ojciec, który ją do tego namawia – czy mają miłosierdzie dla jego duszy, skoro ją ( pozbawiają na wieki widzenia Boga? Rodzice, którzy , niechętnie patrzą na to, że ich dziecko częściej przy­stępuje do Sakramentów Świętych i odwodzą je od tego, czy mają miłosierdzie dla jego duszy? A ci, co swoim gorszącym zachowaniem dają zły przykład, czy nie pa­miętają, co Pan Jezus powiedział o gorszycielach?

Matka, która dusi powołanie zakonne córki, rzu­cając ją w wir światowych uciech, czy ma miłosierdzie? Ojciec, który nie pozwala synowi iść za głosem powoła­nia kapłańskiego, czy wie, na co naraża duszę dziecka , i swoją? Gdzież jest tu miłosierdzie dla swoich? Czy Maryja może przyznać się do takich dzieci? Jak więc trzeba się modlić i starać o miłosierdzie w duszy i życiu!

Miłosierdziem względem innych odpowiadamy na miłosierdzie miłosiernego Ojca względem nas. Jak Maryja umiejmy cierpliwie słuchać cudzych skarg, ża­lów, tłumaczeń. Biedny potrzebuje, żeby go ktoś wysłuchał, żeby mu współczuł, okazał serce – więc starajmy się o to. Wobec ludzi, zwłaszcza bliskich, musi­my mieć wiele cierpliwości, długomyślności, wyrozu­miałości. My, bardzo często, stykając się ze złem prze­nosimy obrzydzenie do grzechu na winnego, okazuje­my mu pogardę, wstręt, a to rani tę duszę, i tak już zra­nioną grzechem, i bardzo utrudnia dalszy z nią kon­takt. Dziecko szuka u nas pomocy, chce się otrząsnąć, poprawić, a my je odpychamy rygoryzmem, brakiem miłosierdzia. Czy Pan Jezus wypominał łotrowi grze­chy? Czy Magdalenę odepchnął? Czy Maryja okazuje nam pogardę, gdy się do niej zbliżamy? Z naszej posta­wy dzieci wnioskują o surowości Boga i odwracają się od Niego. Dlatego nie należy straszyć Bogiem ani Jego karami, ale ukazywać miłosierdzie w całej pełni, tak jak występuje ono w Męce Chrystusa Pana i w Sakramen­cie Pokuty.

Bardzo szkodliwie działają na dzieci takie powie­dzenia jak: ?Pan Bóg się tobą brzydzi”, ?Pan Bóg cię nie kocha” itp. Tworzą one bolesne urazy i szkodliwe kompleksy w podświadomości, co bardzo łatwo uze­wnętrzni się w późniejszej niereligijności i niewierze. Doraźnie natomiast zawsze oddala od Boga i przekreś­la ufność w miłosierdzie.

Jeżeli cierpliwość i wyrozumiałość potrzebna jest wobec dzieci, to w jeszcze większym stopniu konieczna jest ona w postępowaniu z młodzieżą dorastającą. Jak często oddala się ona od rodziców, zrywa nici życzliwo­ści i zaufania, grzeszy i męczy się tymi grzechami! Lęk zamyka usta. Któż wtedy rękę poda, jeśli nie matka wzorująca się na Matce Miłosierdzia? Przede wszyst­kim wymodlić musi wyrzuty sumienia i chęć otrząśnięcia się z brudów grzechowych. I tu modlitwa do Maryi jest niemal wszechmocna. Maryja – jak pisze Święty Alfons – jest Matką grzeszników chcących się poprawić. Gdy widzi u swoich stóp grzesznika wzywającego Jej miłosierdzia, nie patrzy na grzechy, ale na pobudki, jakie go do Niej przywiodły. Jeżeli postanowienia win­nego są dobre, to Matka przygarnie go i uleczy rany. Gdyż zowią mnie Matką Miłosierdzia – jak powiedziała do Świętej Brygidy.

Matka Boża czyni miłosierdzie dokoła i my też obracajmy płacz bliźnich w wesele – swoją modlitwą, ofiarą, jałmużną, dobrym słowem. Do tej krucjaty mi­łosierdzia wprzęgajmy i nasze dzieci. Przebaczenie uraz i krzywd, modlitwa za innych to jeden punkt. Pomaga­nie biedniejszym, pocieszanie smutnych i nauczanie nieumiejących – drugi. Miłosierdzie to musi być zorga­nizowane, żeby nie była to zabawa w miłosierdzie ani chwilowe zaspokojenie fantazji i serca, ale akcja trwała.

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.