Matka Boskiej Eucharystii

Nie spotykamy w litanii takiego wezwania, nie ma też święta pod tym tytułem, a jednak wolno nam tak nazywać Tę, która nam dała Ciało Pana Jezusa, ów nie­biański pokarm. Ten tytuł, ta nazwa narzuca nam się szczególnie w czerwcu, kiedy cały świat rozbrzmiewa hymnami na cześć Boskiej Eucharystii.

Kościół Święty ustanawiając uroczystość ku czci Bożego Ciała, chciał rozbudzić większe nabożeństwo ku tej tajemnicy i nauczać swoje dzieci życia eucharys­tycznego. Na czym to życie polega? Czym się odznacza dusza eucharystyczna?

Jest to dusza żyjąca w skupieniu pomimo ruchu świata zewnętrznego, dusza oddana modlitwie, adora­cji Majestatu Bożego, pokorna, cicha, uboga, czysta i posłuszna; dusza ofiarna, umiejąca wstawiać się za in­nymi do Boga, umiejąca wynagradzać zniewagi wyrzą­dzone Najwyższemu Panu; dusza tęskniąca za Tym, któremu oddała swe serce; dusza apostolska pociągają­ca przykładem, słowem, modlitwą, cierpieniem. Taka dusza stara się skupić wszystkich wokół tronu Eucha­rystycznego, by Najświętszy Sakrament nie został nigdy osamotniony w swoim skromnym przybytku, lecz żeby we wszystkich dniach i godzinach miał naokoło siebie wielbicieli. Tym sposobem Dom Boży sam ożywiony się stanie i na każdą chwilę świadczyć będzie, że jest źródłem wciąż tryskającego życia dusz, przez Boga ustanowio­nym środkiem prawdziwego zjednoczenia między wier­nymi (ks. Semenenko).

Życie takie wymaga kierunku, żeby nie przeszło w fałszywą dewocję i dziwactwo – dlatego Kościół Świę­ty daje nam Maryję na Mistrzynię i Matkę. Obowiąz­kiem Matki Najświętszej Eucharystii – pisze w swoim Miesiącu Maryi Święty Piotr Eymard – jest wskazać swoim dzieciom Chleb Życia, nauczyć Go pragnąć, cenić i Nim się zasilać, wzbudzić gorliwość do adoracji, stając się przystępnym wzorem, bo tylko serce matki może być dobrze zrozumiane. Ona sama może najdoskonalej wy­kształcić swoje dzieci w cnotach potrzebnych do życia eucharystycznego.

Jej życie od chwili Ofiarowania było nieustanną adoracją Majestatu Boga, od chwili Zwiastowania zaś adoruje Słowo Wcielone. Symeon ukazuje Jej wielkość ofiary, którą składała całe życie, by móc pod krzyżem doskonale towarzyszyć Synowi w Jego Consummatum est. Po Wniebowstąpieniu Pańskim każda chwila Jej życia była pragnieniem jak najgodniejszego przyjęcia Komunii Świętej i dziękczynienia za Nią. Każdy Jej czyn był aktem wynagrodzenia i aktem doskonałego uwiel­bienia. Każda Komunia wzmagała Jej świętość, potę­gowała żar apostolski. Żyła w posłudze młodego Koś­cioła, w posłudze ołtarza. Pisarze kościelni zachwycają się tą cudowną harmonią Jej adoracji z życiem ubogiej niewiasty, życiem pełnym poświęcenia i pracy. Gdy tylko uklękła, Bóg ogarniał Ją i Jej dusza tonęła w ta­jemnicach Bożych, a gdy wstała, miłość swą wylewała na bliźnich, służąc im, ucząc, prowadząc do Boga.

A czymże była dla Niej Msza Święta? Kto lepiej od Niej rozumiał doniosłość tej Najświętszej Ofiary i nasz w niej udział? Życie ubogie, pełne wyrzeczenia, życie posłuszne Głowie kolegium apostolskiego i Naj­świętszej Woli Boga, życie miłością rozpalone do bia­łości dziewictwa – to Jej codzienna ofiara, którą skła­dała na ołtarzu obok Chleba Eucharystycznego, a skła­dała w duchu najgłębszego wynagrodzenia, najgłębsze­go wyniszczenia na wzór Swojego Syna. Jezus w Naj­świętszym Sakramencie – uczy Święty Piotr Eymard – ukrył Swoje człowieczeństwo, by serce i umysł człowieka nie przywiązywały się do chwały i piękności Jego Osoby widzialnej, lecz oglądały i adorowały Jego Bóstwo w sło­wie; by nasza wiara się uduchowiala; by nasza miłość z większą jeszcze tęsknotą wyrywała się od ziemi, roz­palała się w eucharystycznym niebie.

I taka była miłość Maryi. Ona najlepiej wiedziała, kim jest Bóg, najlepiej więc też wielbiła Jego Majestat i wyniszczenie Syna Bożego w Eucharystii. Jak nikt dziękowała za wszystkie dobrodziejstwa, które ogar­niała swoim sercem i umysłem.

Wgłębiając się ustawicznie w tajemnice Męki Swe­go Syna, wynagradzała za grzechy, przechodziła kona­nie w Ogrójcu, widząc niewdzięczność i marnowanie Boskiej Krwi Jezusa, zniewagi Najświętszego Sakra­mentu. Jej macierzyńska miłość odczuwała letniość serc ostygłych w miłości eucharystycznej. O, jakże błagała, by Jezus w te na wpół martwe dusze tchnął nowe życie! I tak długo błagała, aż uzyskiwała dla dusz dane łaski. I dziś czyni to samo.

 

Maryja była wzorem służebnicy Eucharystii; wciąż powtarzała Ona słowa: Oto ja służebnica Pańska, wciąż śpiewała Magnificat, wciąż żyła chwałą Eucharystii, żyła Bogiem. Życie Jej było życiem samego Boga, chciała na wzór Eucharystii-Hostii zmieniać całą swoją istotę w Jezusa Chrystusa.

Służyć Jezusowi w Przenajświętszym Sakramen­cie duchem i cnotami Najświętszej Panny – oto zadanie dusz eucharystycznych. Do takiego życia powołani są rodzice, inaczej nie wychowają swoich dzieci Bogu. Msza Święta powinna być ośrodkiem ich życia religij­nego. Gdy jest to niemożliwe codziennie, to w niedziele i święta trzeba dołożyć tym większych starań, żeby to było prawdziwe uczestniczenie w Ofierze, którą i sobie, i innym, zwłaszcza dzieciom, wypraszamy łaski. Mszy Świętej nie możemy odłączać od Komunii Świętej, taka jest wola Jezusa i Maryi.

Życie eucharystyczne wymaga adoracji. Gdy nie mamy sposobności klęknąć przed tabernakulum, prze­nośmy się myślą do przybytków Pańskich i w głębi du­szy czyńmy akty wynagradzania i dziękczynienia, ra­zem z Jezusem i Maryją wstawiajmy się też za bliźnimi. Modlitwa eucharystyczna to modlitwa z Chrystusem, modlitwa z Maryją, która w nas rozbudziła gorliwość eucharystyczną i doprowadziła do stóp swojego Syna.

Owocem adoracji jest wzrost miłości i gorliwości apostolskiej, jest większa sumienność w obowiązkach. Jak Maryja idźmy od ołtarza do warsztatu pracy, by potem przynieść Bogu jej owoc i swoje spracowanie. Spieszmy myślą i sercem wszędzie tam, gdzie coś zagraża Jezusowi i Maryi, żeby pocieszyć ich Serca. Jak wrogowie Boga całe życie przemyśliwują, jak Go znie­ważyć i wypędzić z serc innych, tak dusze eucharystycz­ne wciąż myślą o wynagradzaniu i w tym duchu znoszą swe trudności. Dusza eucharystyczna pociąga do Boga swoją skupioną postawą, swoją słodyczą i pokorą, swoją modlitwą i ofiarą. Niczym się nie zraża, od niczego nie wymawia, bo wszystko umie przetopić na akty miłości. A cóż mówić o szczęściu i pokoju, jaki zalewa Jej serce zjednoczone z Jezusem? Ten pokój i radość są tak po­trzebne matce i ojcu w wychowaniu dzieci! Bo skoro je ochrzcili, skoro rozumieją, czym jest łaska w ich życiu, to muszą też zrozumieć, że tylko u stóp tabernakulum wyproszą ją sobie i dzieciom. Tam ich czeka Maryja.

Eucharystia musi być centrum wychowania kato­lickiego. Już małe dzieci prowadźmy do kościoła i po­kazujmy im na ołtarzu Jezusa Ukrytego, uczmy krót­kich aktów, uczmy przemawiać własnymi słowami i za­nosić wszelkie troski i pragnienia serc dziecięcych, nieraz naiwne i dla nas błahe, ale dla dzieci ważne, a dla Jezusa przemiłe. Obok modlitwy wymagajmy małych ofiar (stosownie do sił dziecka), żeby je przygotować do współudziału w Najświętszej Ofierze. W ostatnich czasach Maryja wybiera sobie na powierników dzieci, dając matkom przykład, że nawet najmłodszy chrześ­cijanin może zrozumieć wymagania Boże i odpowie­dzieć na nie modlitwą i zadośćuczynieniem.

Najważniejsza chwila w życiu, jaką jest Pierwsza Komunia Święta, wymaga od matki troski i pracy. Ona jedna może należycie przygotować do niej dzieci. Ona jedna może wytworzyć odpowiednią atmosferę poko­ju, w której przyjęte zostanie Słowo Boga. Ona jedna może nauczyć wykorzystywać łaski otrzymane i przy­gotować należycie do następnych Komunii Świętych.

 

Nie opóźniajmy tego spotkania dziecka z Panem Jezusem; strzeżmy się, by wpierw nie spotkało się z sza­tanem. Okazji do złego ma ono więcej niż do dobrego. Silne Bogiem, zwalczy jednak wroga duszy, podczas gdy zostawione samo – ulegnie. Niech rodzice oddają pod opiekę Maryi zarówno przygotowanie do Komu­nii Świętej, jak i samą tę chwilę. Od samego początku nie- oddzielajmy Jezusa Eucharystycznego od Jego Matki. Na wzór małej Świętej Tereski powinny dzieci brać udział w procesji i często wstępować do kościoła, często karmić się Ciałem Pańskim, ażeby tak jak ona mogły dojść na szczyty świętości.

Ćwiczmy też dzieci w cnotach eucharystycznych, zwłaszcza posłuszeństwie i cichości, a im więcej świat pociąga je swoją gorączką, tym więcej dom rodzinny powinien dawać spokoju, ciszy i miłości. Tylko w ciszy usłyszy dziecko głos Boży, głos własnej duszy, prag­nienie Eucharystii. Tylko w ciszy zwróci zachwycone oczy na Matkę Boskiej Eucharystii i będzie Ją prosić: Naucz mnie być sługą ołtarza.

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.