Co sprzyja pokojowi i radości?

Tam, gdzie jest pokój, jest i radość; nie ta hałaśli­wa, podtrzymywana radiem, prasą, zabawą, ale radość wewnętrzna, której ludzie żyjący tylko instynktami nie znają. Przez radość najłatwiej trafić do ludzi, a zwłasz­cza do dziecka. Na radość wpływa spokój sumienia, świadomość dobrze spełnionego obowiązku, praca od­powiadająca siłom i uzdolnieniom młodzieży, ale prze­de wszystkim atmosfera pogody domowego ogniska.

Na tę atmosferę wpływa pogodne patrzenie na ży­cie obojga rodziców, poddanie się Woli Bożej w prze­ciwnościach, humor, wzajemna chęć sprawiania sobie nawzajem przyjemności. Wielkie znaczenie mają tu drobiazgi. Matka śledzi upodobania męża i dzieci, i raz po raz stara się im dogodzić. To ugotuje ulubioną po­trawę, to na imieniny przygotuje niespodziankę, to uni­ka tematów drażniących. Takimi drobiazgami wywo­łuje się dobry humor, a wtedy łatwiej jest znieść praw­dziwe zmartwienie.

Radosną atmosferę w domu podtrzymują poważ­niejsze rozmowy, zajęcie się czymś ważniejszym niż ta­kie czy inne plotki. Zachowanie w tajemnicy spraw do­mowych jest bardzo ważnym warunkiem utrzymania pokoju i radości w domu. O tym, co się cierpi z powodu męża i dzieci, mówi się tylko Bogu, a nie osobom po­stronnym, które to wyzyskują, żeby rozbić szczęście rodzinne.

Najcięższe momenty w życiu rodzinnym to choro­by ukochanych. Ileż bohaterstwa okaże wtedy matka, ale nieraz, pomimo całego poświęcenia, zapomina przy tym o radości. Nie tylko nie powinna płakać nad cho­rym dzieckiem, ale powinna wręcz żartować, starać się doprowadzić je do śmiechu, pobawić się z nim, opowie­dzieć mu coś wesołego i pilnować, żeby była w nim na­dzieja wyzdrowienia. Do radości w czasie choroby przy­czyni się ładna, świeża pościel, kwiatek, obrazek, jakieś cacko, jakiś przysmak. Dziecku do radości potrzeba niewiele.

Na radość w czasie choroby wpływa też zwraca­nie myśli i uczuć do Boga. Czysta dusza dziecka chętnie przebija powłokę ziemską, zmysłową i na skrzydłach wzlatuje do tronu Najwyższego, a wtedy łatwiej znosi cierpienia. Jak przed nikim, tak i przed dzieckiem nie wolno ukrywać możliwości bliskiej śmierci i o ile su­mienie chorego tego wymaga, trzeba jak najwcześniej sprowadzić kapłana, nawet do tych dzieci, które jeszcze nie przystępowały do Komunii Świętej. Szczęśliwa lub nieszczęśliwa wieczność umierającego zależy wówczas od właściwej, chrześcijańskiej postawy otoczenia.

Na radość wpływa też solidna praca nad charak­terem, bo wtedy stwierdzamy swoje człowieczeństwo, wyzwalamy pierwiastek duchowy, zrywamy kajdany niewoli, jakie na nas nakładają zmysły i cała zepsuta natura. Człowiek doznaje wtedy podobnego uczucia jak turysta, który osiągnął trudny szczyt i rozkoszuje się pięknym widokiem. Pokonanie siebie otwiera nam również cudowne horyzonty szczęścia wewnętrznego, tej radości, która od nas nie będzie odjęta.

Na atmosferę radości, na pogodę ducha ogromny wpływ ma rozumienie i umiłowanie piękna. Świetlisty promień piękna zesłany z nieba na ziemię, mówi nam o tych cudach, jakie nas tam czekają, a jakich odblask widzimy w przyrodzie, sztuce, a nade wszystko w duszy ludzkiej i niewinnych oczach dziecka. Dusza stworzo­na na obraz i podobieństwo Boga, który jest Najwyż­szym Pięknem, tęskni do piękna i piękno ją uspokaja, dając wielkie zadowolenie wewnętrzne. Piękno odrywa od brudu życiowego, budzi cześć dla cnoty i twórczo­ści, nastraja na ton wzniosły, który nie znosi fałszów.

Dziecko ma poczucie piękna, które dlatego jest dla niego dostępne, że działa na jego wrażliwą duszę przez zmysły. Już niemowlę uśmiecha się słysząc śpiew kołysanki, wyciąga rączki do barwnych i świecących przedmiotów. Uczucie przyjemności przybiera na sile, kiedy rozbudzi się smak tego, co prawdziwie piękne. Stopień tego poczucia zależy po części od dziedziczno­ści, po części od wychowania. Wpływa na to całe oto­czenie domu, okolica, zamiłowanie piękna u rodziców, stroje i zwyczaje regionalne itp.

 

Na to zamiłowanie do piękna wpływa też nauka i umiejętne kierowanie upodobaniami dzieci w zabawie i zajęciach. Piękno uczymy kochać przez obcowanie z nim, przez twórczość. Nie gniewajmy się więc, kiedy dziecko maluje, wycina, struga sobie coś z drzewa, lepi z gliny lub z zachwytem próbuje wydobyć ton ze skrzy­piec, harmonii czy fortepianu. Mogą to być pierwsze błyski wielkiego talentu, a w każdym razie pomaga to do rozwoju poczucia piękna.

Piękno chwytamy wzrokiem i słuchem. Dla oczu jest barwa, kształt, obraz, malarstwo, rzeźba, budow­nictwo, cała przyroda. Dla słuchu – muzyka i poezja. Najwcześniej działa na dzieci muzyka: ona uspokaja rozkapryszonego malca, rozkrzyczaną gromadę. W kościele pomaga się modlić, leczy smutki i rany duszy. Trzeba więc wyczulać słuch dziecka na rodzaj muzyki, nie dawać mu zabawek piszczących, nie włączać przy nim odbiorników produkujących wrzaskliwe dźwięki, a za to wcześnie dać mu do ręki instrument. Ileż to razy widzimy, jak dziecko zatyka sobie uszy na krzyki, kłót­nie, hałasy: ono odczuwa, że głos został nam dany po to, by koił, nie jątrzył, by w śpiewie oddawał cudowne tony przyrody. Nie kładźmy jednak w młode usta piosenek prymitywnych: niech i melodia, i treść podnosi duszę w górę. Muzyka nie może rozleniwiać, roznamiętniać, pobudzać do czynów złych, jak się to dzieje u niektó­rych ludów prymitywnych. Jeszcze więcej szkody wy­rządzić jednak mogą złe lub choćby tylko bezmyślne teksty piosenek.

Również i obrazy nie mogą pobudzać do złego, ani z tym złem oswajać, muszą dawać zdrową radość i uczyć piękna linii i barwy. Za mało się o tym pamięta; zaśmiecamy pokój dziecka przedstawieniami brzyd­kimi, karykaturalnymi. A przecież możemy tu sięgnąć po reprodukcje wielkich dzieł sztuki, po niewyczerpane skarby, jakie mamy w naszej sztuce ludowej wszystkich regionów Polski. Tylko zbliżmy do nich dzieci, a wy­chowamy miłośników piękna.

Całe nasze ciało musi wyrażać cześć dla piękna, a więc trzeba przyzwyczajać do estetycznego siedzenia, pięknych ruchów tak w życiu codziennym, jak przy gimnastyce. I ubiór dzieci ma być estetyczny: nie musi być modny i kosztowny, lecz zawsze czysty i porządny. Porządek bowiem to podstawa piękna. To, co się mówi o pięknie ruchów, odnosi się i do tańców. Nie ma pięk­niejszych tańców nad nasze tańce ludowe; czyż można je porównać z nowomodnymi skokami naśladującymi ruchy małp afrykańskich?

Ale to piękno zewnętrzne, piękno sztuki jest tylko wyrazem piękna wewnętrznego. Kiedy małe dziecko modli się na kolanach matki, kiedy się wyrzeka słody­czy na rzecz biedniejszego, kiedy przeprasza za winę, kiedy starszy już chłopak darowuje krzywdę, ucieka przed złym towarzystwem, a dziewczyna wyrzeka się nieskromnej mody, by nie obrazić Boga, czy to nie jest porywająco piękne? A cóż dopiero mówić o poświęce­niu dla Ojczyzny, o narażaniu życia przy pielęgnowa­niu chorych czy szerzeniu wiary wśród dzikich? Czyż te uczynki nie budzą zachwytu? W nich wszystkich odbija się piękno Boga. Kochając więc piękno uszlachetniamy duszę i zbliżamy ją do Boga.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.