Rola religii

Najskuteczniejszą bronią przeciw lenistwu, naj­lepszą szkołą obowiązku jest nasza święta Wiara. Mod­litwa wyprasza nam potrzebne łaski, a w rachunku su­mienia musimy roztrząsać nasze życie także pod kątem widzenia lenistwa i zaniedbań. Jeszcze silniejszym ha­mulcem będzie Spowiedź Święta z mocnym postano­wieniem poprawy i zadośćuczynieniem. Także myśl o sądzie Bożym, na którym zdamy sprawę z każdej zmarnowanej chwili, jest bardzo silną pobudką w pra­cy, tak wewnętrznej jak zewnętrznej. Najsilniejszym jednak w tym względzie bodźcem płynącym z Wiary jest miłość do Boga, który ustawicznie działa; miłość do Chrystusa Pana, który od dziecka pracował.

Chrystus Pan jest ideałem obowiązkowości. Nie liczył się z głodem ani znużeniem, kiedy chodziło o po­wierzone Mu dzieło, nie lękał się szyderstwa, wrogów ani krytyki przyjaciół. Jest On wzorem robotnika i na­uczyciela, wzorem dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Jego nauka daje ideały i wskazuje drogę do ich urzeczy­wistnienia, Jego religia daje środki ułatwiające spełnie­nie obowiązków, Jego Kościołowi zaś powierzył Bóg moc karania za zaniedbania w tym kierunku. Pan Jezus wyrósł wśród pracy, rozumiał trud rzemieślnika, rol­nika, rybaka, kupca, kapłana, pracę kobiety w rodzi­nie. Dlatego żądania, jakie stawia, nie są ponad siły, są przystosowane do możliwości ludzkich.

Nauka Chrystusa wymaga pracy nad duszą, wy­rabiania cnót, a właśnie przy spełnianiu obowiązku mają one piękne pole do rozwoju. Przede wszystkim wzrasta sprawiedliwość, której obowiązek jest wyrazem. Roztropność wsparta miłością ocenia, co jest pierwsze, co konieczniejsze, co potrzebne, a co tylko miłe. Ona dobiera środki i kieruje ekonomią wysiłków. Wstrze­mięźliwość jest konieczna do opanowania tych wszyst­kich skłonności, które przeszkadzają w spełnieniu obo­wiązków. Wspaniałym blaskiem płonie w obowiązku cnota męstwa, a im obowiązek mniej pokaźny, bardziej pospolity, nie dający nic dla wyobraźni, ambicji, uczuć, tym męstwo piękniej się rysuje. To ono uczy pokony­wać trudności napotykane na drodze obowiązku, tak wewnętrzne jak zewnętrzne. Uczy też nieliczenia się ze względem ludzkim, z karierą, a nawet z osobistym szczęściem, które potrafi podeptać, kiedy służba idei tego wymaga. Dlatego nie należy nagradzać obowiązku: nagroda ma być w pokoju sumienia i przeświadcze­niu, że spełniło się wszystko, co się miało spełnić.

 

Człowiek obowiązku wyrasta ponad otoczenie, budzi cześć nawet u przeciwników, bo od kogoś, kto od dzieciństwa do śmierci streszcza swoje życie w obo­wiązku i dokoła niego oplata całą poezję duszy, jej pragnienia, tęsknoty i wszystko, co ma najlepszego – bije siła moralna. Jest on dobrym dzieckiem, pilnym uczniem, rzetelnym pracownikiem, uczciwym mężem i ojcem, przepisy Kościoła wypełnia sumiennie, na we­zwanie ojczyzny zawsze staje do pracy i broni.

Im lepiej spełni się jeden obowiązek, tym doskona­lej rozumie się drugi, bo jeden obowiązek dobrze speł­niony przyciąga jak magnes drugi i tak urasta tych obo­wiązków mniejszych i większych cała drabina, po któ­rej wznosimy się na szczyty doskonałości. W ten spo­sób realizujemy najważniejszy z obowiązków wzglę­dem własnego charakteru, względem tej myśli Bożej, z jaką nas Bóg do życia powołał, a która od zarania życia w każdym z nas spoczywa, spełniona zaś stanowi o wielkości człowieka, o jego doczesnym i wiecznym szczęściu: o jego wpływie na ludzi za życia i o chwale po śmierci.

Jedyną osobą, która tej wielkości nie widzi, jest ten, kto obowiązek spełnia sumiennie, cicho, bez roz­głosu. On wręcz przeciwnie: widzi w swoim działaniu same niedostatki, to zaś broni go przed pogańską zaro­zumiałością i pobudza do ustawicznego doskonalenia się i szukania pomocy w górze.

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.