Wychowanie a religia

Przenieśmy się myślą dwadzieścia wieków wstecz. W pogodny wiosenny poranek ziemia została poruszo­na w posadach. W jednym z miast judzkich, własną mocą, bez udziału sił naturalnych, powstał z grobu Zwycięzca śmierci i śmierć Mu już odtąd panować nie będzie. O zdarzeniu tym wiedziała gromadka uczniów i niewiast, mówili o tym z uśmiechem powątpiewania uczeni w Piśmie i całe dopiero lata miały minąć, nim świat się przekonał, że to wydarzenie jest początkiem nowej ery w dziejach ludzkości i wychowania.

Wychowania nie można oddzielić od życia, cel życia i wychowania jest wspólny: to osiągnięcie roz­woju wszystkich sił i zdolności, ażeby zdobyć szczęście wieczne. Do celu tego prowadzi heroiczne życie i zhar­monizowanie wewnętrzne. Skoro więc wychowanie przyjmuje ten cel, to musi też przyjąć stosowne środki tak naturalne, jak nadprzyrodzone. Jeśli mamy dopro­wadzić wychowanków do opanowania natury, ażeby dać miejsce harmonii nadziemskiej, to musimy tę walkę oprzeć o zwycięstwo Tego, który przez śmierć i zmart­wychwstanie wyjednał nam łaskę ustawicznego odna­wiania się, wyjednał nam moc, abyśmy co w górze jest miłowali, a nie, co na ziemi.

Wychowanie to wyprowadzanie z grobu ciemno­ty instynktów namiętności ku światłu i wolności przez opanowanie tego, co niskie. Czy nie przypomina nam to tajemnicy zmartwychwstania? Umierać musi, co ma żyć. Ziarno dobra i łaski zasiane ręką Boga i matki w wieku dziecięcym pomału dojrzewa w głębi duszy w świetle wiedzy, zraszane nowymi łaskami. To, co złe, pospolite, samolubne musi umierać i dopiero po przezwyciężeniu przeszkód i oporów, w wieku dojrzałym, wydany zostaje owoc, przychodzi zmartwychwstanie w pełnym, świadomym czynie, aby już więcej nie umie­rać. Cała sztuka wychowania i wzrostu duchowego polega na ustawicznym odradzaniu, odnawianiu się, na powstawaniu z upadków.

I dlatego co roku, gdy wszystko w przyrodzie bu­dzi się do życia, w miesiącach wiosennych, dzwony gło­szą nam alleluja, pobudzają, by nigdy nie spoczywać i nie zamykać się w grobowej ciemnicy zła i przewrot­ności, ale zmartwychwstawać dla ideału.

Katastrofalny stan współczesnych społeczeństw ma swoje źródło w tym, że w wychowaniu odrzucono pierwiastek Boży i nakazy wiary; odrodzenie nastąpi tylko przez chrześcijańskie wychowanie dzieci. Wpat­rzeni w powstającego z grobu Chrystusa, nie lękajmy się kłaść u podstaw wychowania zasady podanej przez Piusa XI we wspomnianej encyklice o wychowaniu:

Właściwym i bezpośrednim celem chrześcijańskie­go wychowania jest współdziałać z łaską w kształtowa­niu prawdziwego i doskonałego chrześcijanina, to jest sa­mego Chrystusa, w ludziach przez Chrzest Święty odro­dzonych, zgodnie z tym, co tak mocno wyraża Apostoł: ,,Dzieci moje, które w bólach rodzę, aż się Chrystus w was ukształtuje” (Ga 4, 19).

Nic bardziej szkodliwego w życiu i wychowaniu, jak co innego chować w sercu, a co innego mówić i robić. W takiej nieprawdzie żyją często katolicy: modlą się, wierzą w Boga, a dzieci wychowują nie po katolicku. Są chrześcijanami, a nie zgłębiają tej godności i nakazów płynących z Chrztu Świętego. Zostali tym Sakramen­tem wszczepieni w Chrystusa, stali się dziećmi Bożymi, zostali przebóstwieni, a nic o tym nie wiedzą, nie prze­żyli swego Chrztu, a co gorsza, żyją wyłącznie pod dyk­tando natury. A Chrzest Święty wymaga od nas heroiz­mu, męstwa w konsekwentnym przeprowadzaniu w ży­ciu jego nakazów! Tego męstwa sami sobie nie doda­my, musimy je przejąć od zmartwychwstałego Jezusa. Na Jego dłoniach widzimy ślady ran; w oddali widnieje krzyż Kalwarii. I my tylko przez krzyż dojdziemy do zmartwychwstania. Życie, praca nad sobą, wychowa­nie dzieci to trud, łzy i krzyż. Za ideę Chrystusową trzeba walczyć, znosić szyderstwo, prześladowanie, od­osobnienie, a mimo to trzeba wytrwać do końca.

Starodawne słowa formuły chrzcielnej wzywają: Przyjmij znak krzyża świętego na czole, na sercu, wierz przykazaniom Pańskim i postępuj tak, abyś się mógł stać świątynią Boga.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa matka pro­wadziła dzieci do grobów męczenników i mówiła im: I ty, moje dziecko, bądź mężne i wierne łasce Chrztu Świętego, a śmierci się nie lękaj, bo ona otwiera nam życie wieczne, wyższe i lepsze niż tu na ziemi. I dzisiejsza matka, kiedy prowadzi dziecko do ołtarza, w którym znajdują się relikwie męczenników, niech takie słowa powtarza, zamiast śladem nowoczesnych poganek mówić: Jedz, pij i używaj, bo tylko ,,dziś” do ciebie należy.

Żyjąc nakazami Chrztu, potrafi ona śmiało od­rzucić wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu trąci pogaństwem, bo nie zechce zabrudzić białej szaty, jaką na nowo ochrzczonych wkłada Kościół. Czystość serca jest najważniejszą zaletą wychowawcy, ona wska­zuje, że ta, która chce dać dobry przykład wychowan­kom, sama nad sobą pracuje. Matka, która w tej pracy nie ustaje, śmiało może jej wymagać także od dzieci. Ponadto czyste serce mieszka w sferze ideałów i prędzej dojrzy dobro w duszy dzieci, nawet poprzez ich niskie skłonności i przywary.

Wszystko, co dotyczy czci religijnej i ołtarza musi być czyste, wyłączone z użytku świeckiego. Takim ołta­rzem jest dusza ochrzczonego dziecka i tylko czyste serce może się do niej zbliżyć. Matka musi się więc od­łączyć od teorii pogańskich i od tego, co brudzi duszę. Odłącza się zaś przez Sakrament Małżeństwa, a coraz to nowe energie do tego czerpie w Najświętszym Sakra­mencie Ołtarza. Szczególną czcią otacza też Najświęt­szą Matkę Boga – swój wzór, swoją najskuteczniejszą pomoc. Maryja chowała w Nazarecie Jezusa; i matka też chowa w swoim domu dziecko Boga. Maryja działała mocą Ducha Świętego; i matka też prosi tego Ducha Bożego o światło, o moc, o miłość.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.