Pierwszy obowiązek rodziców

To staranie o czystość duszy, o oddalanie się od za­trutych, mętnych źródeł jest pierwszym obowiązkiem małżonków. Czystość i zjednoczenie z Bogiem nie poz­woli im grzeszyć przeciw naturze i ograniczać sztucznie potomstwa. Zanim staną przed ołtarzem, powinni się zastanowić, czy chcą dać życie nowym istnieniom ludz­kim, czy chcą być pomocnikami Boga w dziele stworze­nia i wychowania człowieka. Jeśli rzecz ta budzi w nich odrazę, jeśli szukają tylko wrażeń zmysłowych, niech się cofną i nie popełniają świętokradztwa i krzywoprzy­sięstwa. Rodzicielstwo jest dowodem zaufania Boga, błogosławieństwem.

Kiedy kobieta poczuje w sobie zarodek nowego życia, jak bardzo powinna tego kruchego życia strzec, jak unikać tego, co może je spaczyć lub zabić! Pamięta­jąc, że od niej zależy zdrowie dziecka, czuwa też, by i duszy przyszłej pociechy przekazać dobre skłonności. Zamiast lękać się trudów macierzyństwa i tym zaprzą­tać sobie wyobraźnię, niech lepiej rozważa o dostojno­ści macierzyństwa i poleca Bogu swe dziecko.

Dziecko ujrzało światło dzienne. Uszczęśliwiona matka trzyma je w objęciach i zapomina o cierpieniach. Jakie nowe obowiązki dyktuje jej kołyska? Pierwszy akt to dziękczynienie za powierzenie jej duszy nieśmier­telnej; drugi – ofiarowanie Stwórcy Jego dzieła, oświadczenie, że chcemy je chować tak, jak chce tego Bóg: ku Jego miłości i chwale, w czym znajdzie ono swoje do­czesne i wieczne szczęście.

Wyrazem tego będzie jak najszybsze ochrzczenie dziecka, nie tylko z wody przez matkę czy pielęgniarkę, ale poddanie go pełnej ceremonii Chrztu Świętego w kościele. Niech żywa wiara zwycięży wszelkie wzglę­dy towarzyskie czy materialne; niech woda odrodzenia uwolni niemowlę od grzechu pierworodnego i wpływu szatana. Nie wolno czekać z Chrztem na rozwój umys­łowy i moralny dziecka, żeby ono samo wybrało sobie wiarę. Kościół potępia takie postępowanie, ucząc, że skóro życie dali dziecku chrześcijanie, musi ono zostać ochrzczone.

Ale dać dziecko ochrzcić i wybrać mu na rodzi­ców chrzestnych dobrych katolików, to za mało: trzeba je jeszcze dobrze wychować. Pisze Pius XI: Praca nad chrześcijańskim wychowaniem dzieci jest szlachetniejsza niż wszystkie inne dzieła, bo zmierza do tego, by przez wychowanie przygotować młodzież tak, by kiedyś mogła posiąść dobro najwyższe, czyli Boga, a społeczeństwu przynieść największe, jakie są na świecie korzyści i po­żytki… Wychowawcy bowiem tak kształtują dusze mło­dych i tak na nich wpływają, że nadają pewien stały kie­runek ich życiu na całą przyszłość, według znanego po­wiedzenia Mędrca Pańskiego: ,, Człowiek nawet na sta­rość nie zboczy z drogi, na którą wszedł za młodu”. Całej jednak wielkości i dostojeństwa, i nadprzyrodzonej szla­chetności chrześcijańskiego wychowania nic nie ukazuje tak doskonale, jak pełne miłości słowa, które wypowie­dział Jezus, utożsamiając się niejako z dziećmi:,,Ktokol­wiek jedno z tych dzieci przyjmuje w Imię Moje, Mnie przyjmuje”.

Wychowawca musi się starać o pewne zalety, któ­re zdobędzie przez pracę nad sobą i pracę nad dziećmi. Mając miłość oraz rosnąc w miłości Boga i dzieci, wzra­sta i w innych potrzebnych cnotach, jak w cierpliwości, wyrozumiałości, męstwie w wymaganiach i przeprowa­dzaniu zamierzonych planów. Musi być sprawiedliwy, dać, co potrzeba dziecku, ale musi i wymagać, a nawet karcić, kiedy wymaga tego dobro duszy. Wychowawcę ma cechować pogoda, wesele i ufność, że Bóg swoje przeprowadzi, bylebyśmy Mu nie przeszkadzali naszą brutalnością i samowolą.

Wychowywać trzeba i ciało, i duszę. Wychowanie fizyczne jest bardzo ważne i nie można go lekceważyć, niemniej należy pamiętać, że nie jest ono najważniejsze i nigdy nie może się posługiwać środkami grzesznymi lub do grzechu prowadzącymi. Biedne dzieci, których matka zrobiła z ich ciała bożka! Samo zdrowie na tym cierpi, jeśli za wiele się myśli o dogadzaniu ciału; tężyzna i pewne chrześcijańskie umartwienie, czyli umiar, są najlepszymi strażnikami zdrowia.

W wychowaniu duchowym nie można być jedno­stronnym; trzeba równomiernie rozwijać i pamięć, i wy­obraźnię, i zdolność myślenia. Równocześnie należy dbać o kulturę serca i o wyrobienie woli. By to osiągnąć trzeba z dziećmi stale przebywać, nie przerzucając odpowiedzialności za wychowanie na instytucje. Zapew­ne, żłobki czy przedszkola są wielką pomocą dla matki obarczonej pracą zarobkową, ale jest rzeczą pewną, że najlepsza instytucja nie zastąpi serca matki i jej oddzia­ływania.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.