Środki zdobycia miłości

Miłość Boża ma być życiem duszy, jej oddechem, jej siłą. Jakkolwiek miłość ta jest cnotą Boską, darem Boga, niemniej od wychowawcy zależy ułatwienie jej wzrostu w duszy.

  1. Przede wszystkim trzeba ukazywać Boga we wszechświecie, w życiu Pana Jezusa, w życiu Świętych i ślady Opatrzności Bożej w życiu jednostek i narodów. Nie można bowiem kochać kogoś, kogo się nie zna.
  2. Drugi środek to gorąca prośba o miłość i czy­nienie częstych aktów miłości Bożej. Im więcej się pro­si, tym więcej się otrzymuje, a miłość Boża jest darem miłosierdzia.
  3. Często rozważać i wierzyć, że Bóg nas kocha tak, jak nikt kochać nie może, kocha każdego osobną miłością, kocha nas z naszymi wadami, biedami, nędza­mi i chce naszego szczęścia. To przekonanie, oparte na przykładach i wierze, musi w nas znaleźć oddźwięk, wdzięczność i potrzebę oddania siebie za oddanie Jego, oddania miłością za Miłość.
  4. Nie czynić świadomie aktów przeciwnych miło­ści i unikać wszelkiej okazji do złego. Nie jest to za trud­ne dla dzieci, przecież mała Święta Tereska od trzeciego roku życia niczym nie zasmuciła Chrystusa Pana.
  5. Czynić akty pozytywne miłości, a więc różne małe ofiary, akty cnót, modlitwy. Każdy akt posłuszeń­stwa przykazaniom jest już aktem miłości.
  6. Ważne jest częste odnawianie intencji – zwłasz­cza przy porannym pacierzu i w czasie Mszy Świętej – że chce się wszystko robić z miłości Boga. Takie częste odnawianie intencji nastraja dziecko na ton nadprzy­rodzony.
  7. Ćwiczyć się w miłości bliźniego, która jest nie­odłącznie związana z miłością Boga, z nią się rodzi i z nią umiera.
  8. Wreszcie przepięknym ćwiczeniem się w miłości jest chętne przyjmowanie tego, co Bóg zsyła bezpośred­nio czy przez złych ludzi. Trzeba dzieci tak wychowy­wać, by codziennie powtarzane wezwanie: Bądź wola Twoja, było wyrazem głębokiego przekonania.

 

Kto kocha, ten chętnie przestaje z ukochanym. Kto kocha Boga, chętnie z Nim rozmawia, a jeszcze chętniej się z Nim jednoczy. Dlatego tak ważna w życiu duszy, w życiu miłości jest modlitwa. Nakaz modlitwy zostawił nam Chrystus Pan i dał nam przykład modlit­wy; co więcej, nauczył nas Modlitwy Pańskiej. Kto się nie modli, nie może mieć charakteru; kto się nie modli, nie może dojść do nieba, nie może kochać, bo miłość trzeba wyprosić. Matka każe modlić się dziecku przez to, że się modli sama. Uczy się modlić rano i wieczór, w domu i kościele, przed pracą i po pracy, w chwilach trudności i pokus tak samo jak w chwilach radości. Pilnuje postawy na modlitwie, tak by całe ciało dziecka wyrażało uszanowanie. Usuwa wszystko, co mogłoby oderwać uwagę dziecka od Boga, wyłączy więc na tę chwilę wszystkie odbiorniki, nie pozwoli nikomu prze­szkadzać, sama przestaje pracować. Niech dziecko wie, że mówi do Boga, do Kogoś Wielkiego, Świętego.

Musi też nauczyć dziecko zachowywać się w koś­ciele, prowadząc je tam jak najwcześniej. Tam mieszka przecież najlepszy Przyjaciel dziecka, czekający na jego modlitwę. Skoro życie eucharystyczne koncentruje się we Mszy Świętej, matka chrześcijańska uczy dziecko uczestniczyć w Najświętszej Ofierze; uczy, że i ono ma razem z kapłanem ofiarowywać siebie: swoją pracę i swoje troski, swoje cnoty i wady, siebie i wszystkich, których kocha. Przed Mszą Świętą przygotuje dziecko, pouczy je, jakie święto obchodzimy, jaka jest treść części zmiennych, podsunie intencję. Tu jest rzeczą bar­dzo ważną, żeby nie utożsamiać modlitwy z prośbą, bo jest ona przecież i dziękczynieniem, i przeprasza­niem, i – przede wszystkim! – uwielbieniem Majestatu Bożego. Jeżeli dziecko tylko prosi, a nie zawsze otrzy­ma to, o co się modli, szybko przestanie się i modlić, i w ogóle wierzyć we wszechmoc oraz dobroć Boga.

Do całości Mszy Świętej należy Komunia Święta; tak była poczęta w sercu Zbawiciela i tak ją prakty­kował Kościół przez pierwsze wieki. Dopiero różne herezje rozerwały tę jedność i wymusiły taką anomalię jak słuchanie Mszy Świętej bez Komunii. Pius X nawołuje do przywrócenia starochrześcijańskich tradycji, wydał też dekret dopuszczający małe dzieci do Stołu Pańskiego. Dekret wydano w roku 1910, a do tej pory jeszcze są rodzice, którzy nie pilnują, by dziecko często i dobrze do Komunii przystępowało. W tym nie wy­ręczy matki ani najbardziej katolicka szkoła, ani kap­łan, który z dzieckiem nie żyje, a który ma dziś pracy nad siły. Matka uważać powinna za swoje największe szczęście i najwyższy zaszczyt przygotowywanie dziec­ko na przyjęcie Pana; powinna też jak najczęściej od­nawiać tę chwilę zjednoczenia. Do każdej jednak Spo­wiedzi i Komunii Świętej musi się dziecko osobno przy­gotowywać, żeby nie wkradła się tu bezduszna rutyna.

Pan Bóg różnymi sposobami chce nas przygarnąć i porwać. Spuszcza Ducha miłości i każe nam błagać Go o rozgrzanie serc i oświecenie umysłów. Ściany na­szych domów każe ozdabiać wizerunkami Najświęt­szego Serca i obiecuje, że w domach, w których ten wi­zerunek odbiera cześć, zapanuje miłość i miłość weźmie w posiadanie dusze członków tej rodziny. Miłość zaś poczęta w ognisku rodzinnym przelewać się będzie na szersze koła. Ci, w których sercach żyje miłość, są najlepszymi lekarzami, najuczciwszymi pracownika­mi, najlepiej wychowują, najdzielniej bronią ojczyzny, najsumienniej słuchają uczciwych praw. Tylko tacy sta­nowią o sile wewnętrznej i zewnętrznej danego państwa. Czyż nie chcecie, żeby wśród nocy doświadczeń dziejo­wych wasze dzieci były gwiazdami o stałym, jasnym świetle?

To zależy tylko od matek, od tego, by chciały tego jednego, jedynego – żeby ich dzieci ponad wszystko kochały Boga, a do cnót, do wiedzy, dostatku i szczęś­cia dążyły tylko w Jego miłości. To właśnie znaczą sło­wa Świętego Augustyna: Kochaj i czyń, co chcesz!

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.