Rola wiary i ufności

Wiara ukazuje nam i sprowadza do duszy Boga. Dzięki wierze rozum obejmuje prawdy Boże i przyjmu­je je dlatego, że Bóg je objawił. Zaród wiary otrzymało dziecko w Chrzcie Świętym, a rozwijać go będzie w Ko­munii Świętej.

Matka każe dziecku codziennie dziękować za dar wiary i spełnia z nim akty wiary, ucząc je słuchać Boga i Kościoła. Wszelkie więc podrywanie zaufania do kap­łanów, wszelkie słuchanie różnych sekciarzy jest ułat­wianiem niewiary. Dziecko bowiem lekceważenie prze­nosi z osoby na naukę, którą ta osoba głosi.

Kościół ma prawo i obowiązek uczenia o praw­dach wiary; otrzymał je od samego Chrystusa Pana. Druga zaś podstawa prawna wywodzi się z nadprzyro­dzonego macierzyństwa Kościoła. Kościół, ta Oblubieni­ca Chrystusowa, daje ludziom życie łaski Bożej, a Sakra­mentami je zasila i przykazaniami podtrzymuje, uczy Pius XI. Z wiary w Boskie posłannictwo Kościoła ka­tolickiego wypłynie miłość i posłuch dla Jego nauki. Przekonamy się, jak mądrze prowadzi on swe dzieci, jak słusznie upomina się dla katolików o szkoły wyzna­niowe, jak pięknie uczy, by oddawać, co się komu na­leży i że wszystkim należy się miłość, a nikomu krzywda.

Wiara nasza musi być rozumna; trzeba ją wspie­rać nauką katechizmu, o którą pod utratą wiecznego zbawienia mają się starać rodzice, pilnując, czy dzieci tego obowiązku dopełniają. Trzeba w dzieciach roz­budzić odpowiedzialność za zdobywanie tej wiedzy, uważać ją za pierwszy obowiązek i zwracać uwagę, czy dziecko wiedzę katechizmową z lekcji religii wynosi.

Czasy nasze przypominają pierwsze wieki chrześ­cijańskie, niech więc przypominają je też w gorliwości o sprawę Bożą i w mężnym opowiadaniu się za Chrys­tusem, choćby przyszło dać za to życie. Dzieci nasze należy przygotować do mężnego wyznawania wiary, do opanowywania wstydu i lęku w publicznym jej ma­nifestowaniu. Trzeba skończyć z półwiarą.

Z wiarą ściśle związana jest nadzieja. Także i ona odgrywa wielką rolę w wychowaniu: odrywa od rzeczy niskich, doczesnych, choćby najlepszych; uczy, że tu, na ziemi, jesteśmy tylko pielgrzymami; wlewa ufność, że Bóg chce naszego szczęścia bardziej, niż my sami go chcemy; ufność, że nam przebaczy żałowane winy i że zawsze możemy liczyć na Jego łaskę, gdy o nią prosimy.

Nadzieję podtrzymuje modlitwa i umartwienie, to jest używanie wszystkiego pod miarą i wagą, panowanie ducha nad ciałem. Czy myśli o tym matka dzisiejsza; ona, która dogadza dziecku, jakby chcąc mu wynagro­dzić lata niedostatku, jakich sama zaznała? Czy uczy odmawiać sobie przyjemności dla wyższych celów, czy własnym przykładem nie uczy gubić serca w wygodach i uciechach światowych, może grzesznych? Najczęściej wszyscy żyją dziś tak, jakby nie było wieczności. Obu­dzić tęsknotę za innym życiem, to dać dziecku siłę, to rozwijać cnotę nadziei. A potem o tę nadzieję prosić i ufać w cierpieniu, ufać w troskach, ufać wtedy, gdy pokusa naciera, ufać, gdy się upadnie. Matce nie wolno straszyć karami Boskimi; ma raczej opowiadać cudow­ne przypowieści ewangeliczne o synu marnotrawnym, o zgubionej owcy, które okazują przepaść miłosierdzia Bożego. Po każdym upadku niech prowadzi dziecko pod krzyż, każe przepraszać i prosić z ufnością o nowe łaski. Także i Spowiedź ma być Sakramentem ufności i pokoju; nie wolno nią straszyć.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.