Posłuszeństwo

Tak w życiu wiary, jak miłości, wielką rolę gra posłuszeństwo. Wiara posłusznie słucha nauki obja­wionej, miłość posłusznie wykonuje nakazy Ukocha­nego. Ważną więc rzeczą w wychowaniu religijnym będzie wdrożenie dzieci do tej cnoty, której wzór zosta­wił nam Syn Boży.

Zanim dziecko nauczy się słuchać Boga, musi się nauczyć słuchać rodziców, jest to cnota podstawowa wieku dziecięcego i na nią jedną zwraca uwagę Ewan­gelia, gdy mówi o Dzieciątku Jezus: A był im poddany (Łk 2, 51). Dziecko musi słuchać, bo nie jest mądre, nie ma doświadczenia, nie wie, co dla niego jest z korzyś­cią, a co ze stratą. Władzę rozkazywania mają rodzice wprost od Boga i muszą na wzór tego najlepszego wy­chowawcy roztropnie tej władzy używać.

Posłuszeństwo jest wymagane wszędzie; rząd wy­maga posłuszeństwa od obywateli, organizacje wyma­gają go od swoich członków, pracodawca żąda posłu­chu od pracownika, dowódca od żołnierza. Jeśli więc rodzice nie wymagają posłuszeństwa od dzieci, jeśli ich w nim nie ćwiczą, jeśli sami słuchają swoich pociech, to wypaczają prawo naturalne, niszczą życie cnoty w du­szy dziecka, a sobie przygotowują smutną przyszłość.

Wszystkie cnoty tworzą się na tle posłuszeństwa zasadom i Woli Bożej, posłuszeństwo jest więc szkołą cnót. A jak wdrażać do niego dzieci? Zważywszy ruch­liwość dziecka zacząć trzeba od nakazów, wyrabiając giętkość woli w ich spełnianiu. Takie posłuszeństwo ze­wnętrzne prowadzi z czasem do wewnętrznego, w któ­rym wychowanek chętnie spełnia to, co mu rodzice czy nauczyciel rozkazują.

Posłuszeństwo musi być rozumne, dziecko musi widzieć celowość rozkazu, a rodzicom nie wolno dawać poleceń sprzeciwiających się zdrowemu rozumowi ani kierować się w tym własnym kaprysem czy interesem. Tymczasem wielu wychowawców rozkazuje bez zasta­nowienia, w podnieceniu, złości, co zawsze wywołuje bunt. Dzieci często nie słuchają z powodu rozwijającej się w nich woli i poczucia własnej osobowości. W pewnych okresach życia uważają, że posłuszeństwo poniża. W takich wypadkach należy bardziej działać na prze­konanie i unikać tonu zbyt podkreślającego przewagę dorosłych. Dobrze jest też wykazywać dobre skutki posłuszeństwa w tej czy w innej okoliczności.

Najpewniejsze i najbardziej uszlachetniające jest posłuszeństwo z miłości i o tę miłość trzeba się starać, bo ten znajdzie więcej posłuchu, kto więcej okaże serca. Dzisiejszej młodzieży trudno jest słuchać, skoro niepo­słuszeństwo często przedstawiane jej jest jako bohater­stwo, silnie rozbudzone dziś zmysły osłabiają i rozum, i wolę, a różne hasła wprost buntują młodzież przeciw autorytetowi.

 

Jedną z przyczyn sprzyjących postawom niepo­słuszeństwa wśród młodych jest przedwczesne wpro­wadzenie w życie: dziecko dzisiejsze nie przeżywa swo­jego dzieciństwa. Warunki pracy uniemożliwiają rodzi­com opiekę i kontrolę nad każdym krokiem nieletnich, co wykorzystują ci, którym zależy na rozprężeniu mło­dzieży. Handel, programowe zbliżanie obojga płci razem, używanie alkoholu, dogadzanie sobie w każdej dziedzinie wprowadza taką dezorganizację wewnętrz­ną, że młodzież lekceważy każdy autorytet i wyśmiewa rodziców. Trzeba więc rozbudzić uczuciowe przywią­zanie do domu, wysoko trzymać w nim sztandar idei, ażeby ten dom był prawdziwie przystanią bezpieczną, za którą się tęskni. Tego dokaże tylko kochające serce matki.

Ale matka musi szanować dziecko i rosnące w nim poczucie godności; do niego powinna się odwoływać. I dzieci muszą szanować matkę, a ona ma tego od nich wymagać i bezwzględnie karcić wszelkie zachowania przeciwne. Nie należy dzieci nudzić drobiazgowymi przepisami, nie wolno nimi poniewierać, używając ubli­żających przezwisk, ale równocześnie nie wolno po­zwolić dzieciom na podobne ubliżanie starszym. Zbyt często matki usprawiedliwiają dziś takie wybryki dziec­ka ?nerwami”; krzywdzą tym dzieci i siebie, bo gdy te dzieci dorosną, los ich może być opłakany.

Jeśli chcemy wyrobić posłuszeństwo, musimy nie­raz uciekać się do środków karności. Tak upomnienie jak nagana musi mieć formę grzeczną, w tonie spokoj­ną, udzielać ich jednak trzeba z przejęciem, by winny widział, że jego postępek boli wychowawcę, że jest czymś, co zasługuje na potępienie. Nie należy wciąż upominać, na mniejsze uchybienia lepiej nie zwracać uwagi, bo im rzadziej się upomina, tym większy ma to wpływ na dziecko. Czasem trzeba i ukarać, bo dziecko musi się nauczyć praktycznie, że za każdy zły postępek należy się zadośćuczynienie i takiego zadośćuczynienia Pan Bóg kiedyś zażąda. Nie każda jednak kara jest wychowawcza. Ujemnie działają kary fizyczne, poniżają bowiem godność ludzką w dziecku. Dobrą karą jest odmówienie przyjemności, przysmaku, żądanie napra­wienia szkody, a zawsze przeproszenie. Okoliczności i znajomość dziecka wskaże, co można zastosować, aby kara poprawiła, bo to jest jej cel. Przed wymierze­niem kary trzeba, żeby dziecko uznało winę, bo inaczej kara nie odniesie rezultatu, zbuntuje lub wzbudzi lek­ceważenie. Po ukaraniu nie należy już wypominać winy, trzeba za to szybko okazać serce, bo ukarane dziecko bardzo często myśli, że się przestało je kochać, to zaś ujemnie wpływa na całe jego usposobienie, a nawet na zdrowie.

Zagadnienie karności wiąże się ściśle z cnotą po­kuty. Nikt nie dojdzie do Boga bez pokuty; powiedział to nam sam Pan: Jeśli pokutować nie będziecie, wszyscy zginiecie (por. Łk 13, 3). Trzeba więc w niej ćwiczyć i młodzież. Nie musi się wymyślać rzeczy nadzwyczaj­nych, o jakich czytamy w niektórych żywotach Świę­tych; trzeba jednak nauczyć (a więc i umieć) wszystko, co przykre przyjmować w duchu pokuty i czasem od­mówić sobie jakiejś przyjemności, wygody, ułatwienia. Nie dziwić się, nie narzekać, nie bluźnić wobec przeciw­ności i krzyży, i umieć dojrzeć ich związek z winą. Oto droga do cnoty pokuty. Ale i uznanie winy, i pokuta nie jest rzeczą łatwą i wymaga wiele modlitwy ze strony i wychowawcy, i wychowanka. W ogóle całe zagadnie­nie posłuszeństwa i karności trzeba sprowadzić na grunt nadprzyrodzony; traktować je jako praktyki miłości.

Jeżeli chcemy, by dziecko słuchało, musimy kon­sekwentnie wymagać i skutecznie wymagania egzek­wować. Rozkaz rzucony a nie spełniony tylko demora­lizuje. Często opowiadajmy małym dzieciom o posłu­szeństwie małej Maryi i małego Jezusa. Starszym ukaże się Zbawcę posłusznego aż do śmierci i cały szereg bo­haterów oddających życie dla tej cnoty, pełniących ją wiernie z dnia na dzień. Pęd do rozkazywania, tak właściwy młodzieży, powinien zostać zwrócony na roz­kazywanie samym sobie, naszym niższym instynktom. A ileż nauczy adoracja posłusznie ukrytego w taber­nakulum Boga?

Polacy na ogół nie lubili słuchać i niejedną klęskę sprowadzili przez to na ojczyznę. Niech młode pokole­nie, nauczone doświadczeniem, walczy z tą wadą naro­dową, a matki niech mu w tym pomagają.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.