Poród kierowany

W tym samym szpitalu, w którym pracowałam jako położna, prowadziłam przez dziesięć lat kursy przygotowujące do porodu. Pewnego wieczoru, podczas zajęć, u młodej kobiety ćwiczącej w grupie rozpoczął się poród. Gdy skurcze stały się silniejsze, przeszła do sali porodowej. Obiecałam, że po skończonych zaję­ciach przyjdę i zajmę się nią. Była żoną młodego człowieka nie­dawno przybyłego z Izraela, a na świat miało przyjść ich pierwsze dziecko. Oboje byli ortodyksyjnymi Żydami wyznającymi swą wiarę w sposób tradycyjny. Religia nie zezwalała mężowi dotykać rodzącej żony ani asystować przy porodzie. Mimo to psychiczna więź między małżonkami była wyraźnie zauważalna. Niekiedy odnosiło się wrażenie, że kobieta silniej niż ból odczuwa rozpacz męża, iż nie może trzymać jej w ramionach. On sam siedział w taki sposób, by nie widzieć żony. W pewnej chwili silny skurcz wydarł z jej ust okrzyk. Mąż zaczął wówczas szybciej i głośniej czytać modlitwę. Zapadła cisza przerwana głosem ko­biety ? triumfalnym, trochę piskliwym z uniesienia: ?Dziew­czynka, ach! dziewczynka, śliczna dziewczynka!” Mężczyzna z czcią pochylił głowę.

Ostatnio w naszym kręgu kulturowym obecność ojca przy narodzinach została uznana za pożądaną, natomiast wielu męż­czyzn nie czuje się na siłach, by sprostać temu oczekiwaniu. Ko­bieta może boleśnie odczuć odmowę partnera, zwłaszcza jeśli pragnie, by kierując porodem okazał on swoją akceptację ojco­stwa.

Jeżeli jednak partner nie jest w stanie wziąć na siebie roli po­mocnika, kobieta postąpi najrozsądniej, gdy zwróci się do kogoś innego i pozwoli ojcu dziecka okazać swe przywiązanie w inny sposób.

Nie było mi dane poznać odczuć kobiety rodzącej pod kie­runkiem pomocnika, lecz z obserwacji wiem, że potrzebne mu umiejętności są takie same, bez względu na to, czy jest to lekarz, pielęgniarka, położna, przyjaciółka, czy wreszcie ojciec dziecka. Rzecz jasna, wzajemne oddziaływanie jest najsilniejsze pomiędzy dwojgiem kochanków. Udział mężczyzny w narodzinach nie ogranicza się bowiem do udzielania instrukcji. Przeżyje on wraz z tobą chwile uczuciowej i duchowej bliskości, która stanie się pełnym miłości początkiem nowej rodziny.

Mężczyzna jest w stanie instruować rodzącą kobietę, podob­nie jak osoba sparaliżowana może być trenerem drużyny koszy­kówki. Musi oczywiście uzyskać dogłębne zrozumienie istoty porodu; musi też dowiedzieć się, jak pomóc osobie ogarniętej bólem. Fakt, że mężczyzna nie wydaje dziecka na świat, może być nawet korzystny ? w ten sposób mężczyzna i kobieta uzu­pełniają się wzajemnie.

Na kilku najbliższych stronach nie udało się uniknąć, ze względów stylistycznych, określenia pomocnika zaimkiem ?on” (?jego”, ?z nim” itd.). Nie znaczy to wcale, że musi to być męż­czyzna; chodzi tylko o odróżnienie osoby pomocnika od matki.

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.